Dzieje KONIECPOLA

KONIECPOL I JEGO DZIEJE

 

W ustronnej wiosce nad brzegami rzeki Pilicy, zwanej Koniecpolem, uwił sobie w XIV wieku gniazdo rodowe szczep Pobogów, który od swej siedziby przyjął miano Koniecpolskich.

 

Szybko wzrastało ich znaczenie w Rzeczpospolitej, zasłynąwszy nieustraszonym męstwem na polach bitew, między radą w czasie pokoju, zajęli wkrótce najwyższe dostojeństwa nie tylko w swojej prowincji, lecz w kraju całym.

Przedbór zostaje generalnym starostą Wielkopolskim, dwóch zaś Jakubów – jeden Wojewodą Łęczyckim, drugi Sieradzkim. Z potęgą dziedziców wzrasta znaczenie oraz obszar ich posiadłości Wielkopolskich. Jan Koniecpolski, Kanclerz Koronny wyrabia u Króla Jagiełły w roku 1433 przywilej na założenie miasta na gruntach przyległej Koniecpolowi wsi Nowopole. Pomimo tej lokacji, mieścina niewiele (prócz tytułu) różniła się od wioski, skoro aż do XVI wieku nie było w niej kościoła, wizyta bowiem Arcybiskupa Łaskiego tak Koniecpol, jak też i „oppidum” Nowopole zalicza do kościoła parafialnego w Chrząstowie. Nawet nazwa Nowopola zanika po trochu ustępując miana Koniecpolowi; pamięć tylko pierwotnej siedziby możnego rodu pozostała w odległym o wiorstw parę na zachód w Starym Koniecpolu. Około roku 1549 stanął wreszcie kościół modrzewiowy w mieście, staraniem i kosztem Stanisława Przedbora Koniecpolskiego kasztelana Sieradzkiego, w podziemiach którego zaczęto chować zwłoki rodziny fundatora; pamięć zaś o poprzednikach uwieczniano na tablicy. Wyrytą tam genealogię rodu czytał jeszcze Bartosz Paprocki i zachował od zagłady w swoim „Gnieździe cnoty”. Za przywilejem Zygmunta Augusta zbudowano most stały na rzece Pilicy w roku 1559, z którego brana opłata iść miała na korzyść miasta: nadano cztery jarmarki, które powinny ożywić handel i przemysł miejsca tego.

Każde pokolenie dziedziców przyczyniało świetności miastu. Oto i syn Kasztelana, Aleksander Wojewoda Sieradzki, Starosta Wieluński, Żarnowiecki i Brzeziński, począł budować poza miastem ku Ciężkowicom okazały zamek i gospodarstwo w przekupionych majątkach wysoko podniósł.

„Koniecpol – pisze w testamencie swoim – z owymi kąskami com przykupił w Ciężkowicach, Garkiem, Radoszewnicą i Kalenicami – nie życzę sobie, aby arendować, ale dobrego gospodarza mieć, także w Ruścu, aby te dwa kawałki ojczyzny naprawić się dziadkom mogły. A iż zaczęte przedsięwzięcie moje w budowaniu zamku w Koniecpolu za mnie się nie skończyło, a praca zaczęta i zamysł mój, żeby się śmiercią moją nie przerwały i żeby już rzecz dobrze zaczęta skutek swój wzięła, naznaczam z procentu Koniecpolskiego gotowego grosza 400 zł dla dokończenia tej roboty rzemieślnikowi. Bydło zostawuje się dla usposobienia dostatku materyi; woli mej ma się dosyć stać mówiąc i kończąc, Kamienica, Kuchnia etc. według podania mego przedsięwzięcie. Świecznik ten wielki z izby stołowej wziąć go z Ruśca i pięknie złożyć ochronnie i obyczajnie do Koniecpola dowieźć, zejdzie się tam chędogo do zamku do izby stołowej. Sieci zwierzęcych w Dobroszycach jest 16, kazać je zawieźć do Garnku tam ich zażywać tak i na Ciężkowicach, gdy ich tam potrzeba będzie.”

Umarł Aleksander Koniecpolski w Ruścu, właściwie Ruszczycie, wsi nad rzeką Widawką (gub. i pow. Piotrkowski) parafii Kamińsk w dziedzictwie swoim 1609 roku. Ciało jego sprowadzone spoczęło obok rodziny w Koniecpolu.

Pięciu po sobie zostawił synów. Młode te orlęta sił swoich próbują w wyprawach Zygmunta III pod Smoleńsk. Najmłodszy z nich Przedbórz, ulubione imię Koniecpolskich, pod okiem starszego brata Stanisława, sławnego później wojownika, pierwsze stawił kroki w rzemiośle rycerskim. Niestety, przy zdobyciu Smoleńska (13 czerwca 1611r.), postrzelony i murami przywalony zaledwie z pod nich wydobyty, pomimo opieki brata zmarł z ran odniesionych w Jacynie do Koniecpola przywieziony tam pochowany.

Towarzysz tych krwawych bojów zmarłego, Stanisław, najwyżej uniósł potęgę i zamożność domu Koniecpolskich. Od lat najmłodszych czas trawiąc w obozie, walecznością okazywaną przy oblężeniu Smoleńska, zwrócił na siebie uwagę Hetmana Żółkiewskiego, który własną córkę dał mu za żonę. Niedługo jednak cieszył się szczęściem małżeńskim. Katarzyna Żółkiewska przy pierwszym synu Andrzeju umarła; wkrótce i dziecię poszło za matką. Przy zamku synek w kościele i matka w Koniecpolu pochowana, przy których to żałobnych obchodach uczestniczyli Żółkiewski Hetman i Daniłowicz Wojewoda ruski. Nieodstępny towarzysz wypraw Żółkiewskiego, jego poparciem jak i swoim cnotom zawdzięczał wysoki urząd Podstolego Koronnego i liczne starostwa, któremi Król Zygmunt III go obdarzał. Zwycięstwo jego nad Moskwą i Tatarami dały mu wkrótce buławę polną koronną, w klęsce jednak naszej pod Cecorą 1620r. własną piersią zastawiając sędziwego Hetmana Żółkiewskiego, Stanisław Koniecpolski dostał się do niewoli . Jęcząc w ciemnym, smrodliwym lochu Edykuły ślubował Bogu, jeśli wydostanie się z jasyru, wznieść okazały kościół w rodzinnym Koniecpolu. Cztery lata znosił Koniecpolski katusze więzienia u pohańców, uwolniony z okopów, gdy wrócił do kraju w nagrodę cierpień doznanych, został już gotowy przywilej na starostwo Barskie – „chleb dobrze zasłużonych Ojczyźnie mężów”. Gdy łuny pożarów znów zaświeciły nad Podolem, biegnie Stanisław, jako hetman wielki koronny na zagrożone pogranicze i rozbija pod Satanowem 80.000 hordy. Chan tatarski ledwie z rąk uchodzi, trupami niewiernych zaściela pola Dunajgrodu i Martynowa. Od Tatarów miecz swój zwrócił ku Szwedom, zastępy ich rozprasza, sam Gustaw król szwedzki pochwycony „ucieczką się salwował”. Wszędzie go pełno gdzie potrzeba kraju wymaga. Po rozgromieniu Zaborców wraca na Ukrainę, by pełnić dalej służbę rycerza krzyżowego na tym „Przedmorzu Chrześcijaństwa”. Aby utrzymać na wodzy swawolnych kozaków w ich wyprawach na morze Czarne, buduje Kudak, potężną twierdzę na Dnieprem, w olbrzymich dobrach swoich ukrainnych zakłada miasto Nowy Koniecpol, wznosi warowny zamek nad Bugiem, a przy nim słup ciosowy z napisem „Koniecpolski”. O rozległości ziemi jego dość powiedzieć, że zajmowały 170 miast i miasteczek oraz 740 wsi, a wszystko to powstało na pustkowiu pod jego potężną opieką, a pieczołowitym staraniem króla Zygmunta III, który oceniając zasługi kolonizatorskie Hetmana, prawa do tych obszarów uroczyście mu zapewnił. Spełniając pobożne „votum” przystąpił wreszcie Stanisław do budowy nowej, okazalszej niż dotychczas świątyni Pańskiej w Koniecpolu. Według układu zawartego w roku 1619 z Michałem Tarnowskim, pozwolił mu zabrać stary, drewniany kościółek z Koniecpola i przenieść go do Gomolina pod Piotrkowem. Sam wzniósł wspaniałą z ciosu bazylikę pod wezwaniem Świętej Trójcy i swego patrona, zobowiązawszy się przed Arcybiskupem gnieźnieńskim, Łubieńskim do zaopatrzenia jej w odpowiedni fundusz. Budowa kościoła trwała długo, do roku 1644, w którym to czasie nową okrył się chwałą, znosząc pod Ochmatowem 40000 tatarów. Był to ostatni czyn jego rycerski, który kazał uwiecznić w obrazie olejnym, zawieszonym w bocznej nawie kościoła Koniecpolskiego; gdy obraz ten z biegiem czasu uległ zniszczeniu, zawieszono w pobliżu jego kopię nierównie lepszego pędzla.

Zmarł dwa lata później w 1646 roku z dala od ojczystego Koniecpola – w Brodach, majętności swojej, tam pochowany, a nie w grobie rodzinnym , gdzie przed nim zajął miejsce brat jego Remigiusz, biskup Chełmski, zmarły w roku 1633.

„Był to – pisze Niesiecki – pan okrągłej twarzy i pięknej, której ani siwizna, ani przydłużona broda nie szpeciła. W mowie zająkający się, stąd o nim żołnierze zwykli mówić byli: „Pan Stanisław wprzód uderzy nim wymówi”. We wszystkich procedurach wielkiego rozsądku, a stąd i u Królów Polskich i u wszystkich dziwne o sobie wzniecał estymacyyę. Do okazyi rzadko kiedy skwapliwie szedł chybkością, dlatego „Cunctatore” go pospolicie zwano. Był zaś tak silny i tak cięciwo łuka ciągnąć umiał, iż żelazną zbroję, strzałą z daleka puszczoną, przeszywał”.

„Wielki to mąż w Rzeczypospolitej – dodaje Książę Albrecht Radziwil – którego Turcy i Tatarzy tak się bali, że chan Tatarski przed śmiercią jego upraszał, aby go za syna przyjął”.

Rycerz niezłomnego hartu woli, ulegał jednak wpływom złych ludzi, których podszeptom ogólnie przypisywano gorszącą sprawę zatargu Hetmana z Keunpionami. Byli to mieszczanie lwowscy, nazywali się właściwie Nowicampiani (później Campiani) dlatego, że pochodzili z Nowopola pod Koniecpolem, gdzie byli prostymi włościanami. Pod koniec XVI wieku dwaj bracia Wojciech i Paweł szczęśliwym zbiegiem okoliczności wyszli na ludzi uczonych. Wojciech obrawszy stan duchowny, został profesorem Wszechnicy Krakowskiej i nauczycielem Królewicza Węgierskiego Jana Zygmunta. Paweł znów ukończywszy studia z stopniem Doktora Medycyny, osiadł we Lwowie, gdzie w roku 1560 otrzymał prawo miejskie i dorobił się znacznego majątku. Pod koniec życia 1600r. z radcy miejskiego – Burmistrz fundował nawet kaplicę noszącą jego nazwisko. Otóż i syn jego, Marcin, był również, jak ojciec, lekarzem i czasu swego jeszcze wybitniejszą osobistością wśród patrycjatu lwowskiego. Miał on tu wiele wziętości i jak to zwykle bywa, wielu zawistnych, przez których podłechtany dziedzic ówczesny Nowopola Stanisław Koniecpolski, hetman Wielki Koronny, reklamował tego męża wraz z całą rodziną i majątkiem, jako swoich poddanych zbiegłych z dóbr pańskich. Zaledwie zdołano zatrzeć pamięć tego skandalu, już po śmierci Marcina roku 1629 sumę 3000 zł. dano Koniecpolskiemu tytułem odczepnego.

Tego to Hetmana Koniecpolskiego, który wśród grona wiekopomnych postaci otaczających tron Wazów poczesne zajmuje miejsce, przedstawia nam grobowiec kamienny, dotąd zachowany w kościele Koniecpolskim na marmurowym sarkofagu leży rycerz zakuty w zbroję – jedną ręką podparł strudzoną głowę, drugą trzyma buławę Hetmańską. Niżej wyryty taki napis:

DOM

„Stanislaus Koniecpolski Exercitum Regni Polonie Sigismundo III imperante suprenons Dux. Natus anno MDLXXXXI contra Svedos, Turcas, Scythasmuac in cursus patrie assestor. Aedem nunc erexit Victorius et respublica acerumnis cenfactus Regnerit MDC X L IV Popularis glorie satur aeternam sperans ducenos post annos uedomus haec tautum ejus Dominus laborum cummuni glade ex haeros Henricus Pilawa Potocki monumento hoc preridit Anno MDCCCLVI”.

Jedyny syn jego Aleksander – późniejszy Wojewoda Sieradzki, Starosta Bresławski, Kaniawski, Koźmiński itp. przyszedł na świat w chwili, gdy ojciec jego pod Cecorą dostał się w więzy Tatarskie. Wiek życia swego spędził na koniu w utarczkach z wrogami. Rzadko też nawiedzał Koniecpol, chyba chowając w grobach rodzinnych małżonkę swoją Joannę Barbarę córkę Tomasza Zamojskiego, kanclerza. Za to syn jego Stanisław, Kasztelan Krakowski, z księżniczki Wiśniowieckiej, nie mając syna, cały swój majątek i całego siebie poświęcił na dobre uczynki i podniesienie znaczne Koniecpola. Obyczajem przodków, za życia myśląc już o śmierci, takie w roku 1682 daje sukcesorom rozporządzenie:

„Miejsce do złożenia grzesznego ciała mego – Kościół niedawno przez J.M.P. Stanisława Koniecpolskiego kasztelana Krakowskiego, Hetmana Wielkiego Koronnego, w Koniecpolu wymurowany Przenajświętszej Trójcy dedykowany Farski, obieram sobie i abym tam, a nie gdzie indziej był złożony, w grobie naszym przed wielkim ołtarzem, gdzie jest ciało Joanny Barbary z Zamościa i matki dobrodziejki mojej złożone. A ponieważ mam tę przestrogę, że S.P.I.M.P. Kasztelan Krakowski, dziad mój, accelerując poświęcenie tej swojej nowo wybudowanej Bazyliki, obligował się I.M.X Łubieńskiemu – Arcybiskupowi na ten czas Gnieźnieńskiemu, że miał „proportianctam dotem” miejscu temu pokazać i fundować, do czego mu przed zejściem z tego świata nie przyszło, znosząc ja tedy oblig ten śp. Dziada mego i sam sobie życząc dopomóż rozrostowi jak najobfitszemu chwały Bożej, sumę 30000 złp. w monecie, jaka natenczas w Polsce idzie, przez tę ostatnią wolę moją Kościołowi farskiemu Koniecpolskiemu zapisuję i za pierwszym zajazdem do któregokolwiek grodu u ksiąg autentycznych zapis ten aprobować „in solenisima fundo” obliguję się, a to na dobrach moich dziedzicznych całej wsi Radoszewnicy nazwanej i pewnej części wsi Stanisławicach dziedzictwu memu zależnych w Województwie Sieradzkim, powiecie Radomskim leżących, za co trzymać tak wiele kapłanów, z których trzech „cum deus ministris aecleiae” mają zawsze „cuius”, albo „officium perrorrum B.V.M. na każdy dzień śpiewać. I tak w środę każdą i piątek po jednej Mszy Świętej „pro omnibus defunctis”. Żeby ci kapłani wszyscy w pomiesukaniu „como didatem” swoje moje mieli, żądam aby z procentów arendy Koniecpolskiej grunt blisko kościoła kupiono, na którym by „mausionaria” tylko do mieszkania, a nie do stołu do tych kapłanów wygodną postawili. Nie chcąc jeszcze przepomnieć ubogich i szpitalnych w Polsce i tu na Rusi w dziedzictwie mojem znajdujących się – dlatego Szpitalowi Koniecpolskiemu na folwarku Chrząstowskim i wszystkich do niego należących folwarkach i prowentach zł. 2000, od której to sumy sukcesor mój „per septem floraccusum” wypłacać powinien będzie.

Mając przy tym prawa „ulis”, codziennie „pericula i hosticum” w Ojczyźnie naszej „insultus”, a obawiając się, żeby strzeż Boże, świętobliwych „autescessorów” moich pobożne „cineres” w jakową nieprzyjaciół krzyża Św. nie przyszły obelgę i z miejsca, gdzie są deponowane nie byli wyrzuceni, postanowiłem to u siebie, aby ciała ś.p. dziada, babki, rodzica, dobrodziejów moich i wszystkie inne ze krwi domu naszego w Brodzkim grobie deponowane mogły być wyjęte i do Koniecpolskiego kościoła sprowadzone, a w grobie tamecznym, jako „in loco futiori” złożone były, a to lubo z wielką usilnością starać się mam wolą i konces na to i I.M.X. Biskupa Łuckiego jako najpilniej otrzymać.”

Obawy testatora, aby w czasie wojen, którym kraj nasz tak często ulegał, prochy jego naddziadów nie zostały sponiewierane, spełniły się niedługo. Nie ruszono wprawdzie grobowców, lecz miasto, po klęskach pierwszej „inwersyi” szwedzkiej zaledwie dźwigające się z upadku, znów miało doznać ciężarów stokroć gorszej, bo bratobójczej walki. Posłuchajmy opowieści naocznego świadka o walkach tu stoczonych między stronnikami Leszczyńskiego i Partią Saską:

„Roku 1708 kupili się „ab in vicemsedjardów vacio Marte”, aż Rybiński ruszył się do Koniecpola, województwa Krakowskiego i Sandomierskiego: tam okopawszy miasto z jednej strony, stali z Pociejem niedziel kilka, przybrawszy do siebie sześcset infanteryi z garnizonu krakowskiego. Dla słót jesiennych nie stało wojsko w polu, lecz korpus wojsk z infanteryi, rajtaryi i dragoni złożony, stali w Koniecpolu, prawe skrzydło w Radoszewnicy, lewe zaś w Podlesiu, a przednia straż, gdzie Gartowiecki komenderował, stała w Luborczy: w tych wsiach tylko niebo i ziemię zostawili, lecz nie tylko tym miejscom, gdzie stali, dokuczali, ale i okoliczne parafie, o kilka mil wokoło siebie, ciężkimi prowiantami zdarli, do których bilety chorągwiom i regimentom komisaryat założony w Koniecpolu wydawał.
-Wojewoda Kijowski, usiłując koniecznie dodać pomocy województwom Krakowskiemu i Sandomierskiemu, żeby mogli iść bezpiecznie „in parte sucdicas”, zostawiwszy tabory pod Łaskiem ruszył się z 12.000 wojska przeciw Rybińskiemu i Szmigielskiemu. Rybiński też z Pociejem uszykowali wojska pod samem miastem dnia 28,29 listopada w środę, w dzień Ofiarowania N. Maryi Panny. Przed batalią ordynował Rybiński, który kilka razy posyłał posłów do Wojewody Kijowskiego, a osobliwie Siemianowskiego, Starosty Sochaczewskiego, porucznika Huzarskiej chorągwi Kanclerza Koronnego Szembeka z propozycyą, żeby się rozmyślił, a nie chciał być rozlewaczem „civilis sangvinis”: probując różnemi racyami, że dla samej konserwacyi Ojczyzny nie powinni się Polacy sami wytracać, a raczej iść do jedności, a Szwedzkiej strony, która Rzeczypospolitej ostatnią grozi ruiną i zgubą „vesionem status directe” niosąc, odstąpić. Ale że wojewodzie Kijowskiemu szło o buławę i każdemu z tamtejszych strony o honor, hardzie Wojewoda Kijowski odpowiedział bez racyi, a Dobrosławski pułkownik lekkich chorągwi z tak pysznemi wyjechał słowami, mówiąc, że „cała dywizyę Rybińskiego kanczykami do ich Hetmana zapędzie”. I tak dla prywaty uderzono w kotły do spotkania. Stoczyli bitwę: z rana prawe skrzydło, gdzie Pociej bitwą komenderował – złamano, wiele się tam w Pilicy natopiło, drugich Szmigielski w miasto wparował: w samym mieście na cmentarzu zabijał: lecz Rybiński lewym skrzydłem sławy poprawił, złamał prawe skrzydło wojewody, a wtem hurmem poczęli uciekać. Rybiński wygrał: armaty duże – nowe w Gdańsku niedawno ulane z herbami Wojewody Kijowskiego, zabrał pułkownik Sosnowski, który tam z infanterią bardzo dobrze w tej batali stawał.Zginęło ludzi, pod trzema mogiłami pochowano, bijąc z działek zabranych Requiem.
Rotmistrz jeden rajtarski, Niemiec, niejaki Niucka, uciekł z prawego skrzydła, biegł prosto do Lwowa, zatrwożył nieznośnie Hetmana, jakoby pod Koniecpolem miała być przegrana kwarcianych, ale gdy poczta co innego przyniosła, sądzony był o ucieczkę i fałszywą wiadomość. Po batali posłał zaraz Rybiński wielkie podjazdy gnębić do końca nieprzyjaciela, a sam z wojskiem ruszył się w Województwo Sieradzkie.”

Nie na tem skończyły się jednak klęski miasta i okolicy. Otóż w roku następnym 1709, „primus diebus Octobris”, opowiada tenże Otwinowski, przyjechał do Piotrkowa Carewicz Alexy Piotrowicz, gdzie mieszkał z księżną Mężykową aż ku Bożemu Narodzeniu: przyszła była z nim taborów niezliczona moc rzeczy, telegów i żon bardzo wiele oficerskich. Asystowały mu dwa regimenty piechoty, także „nadworna rota”, jako oni zowią 300 dragonii księcia Aleksandra Daniłowicza Mężyka, pierwszego księcia moskiewskiego i najwyższego rządcy i konsyliarza carskiego. Niewymowne krzywdy czynili oni okolicznym obywatelom. Ludzi „sina discrimine status et conditionia” batożkami (ich terminem mówiąc) i palcatami, jako palec grubemi, obnażywszy, w plecy, głowę i nogi bili po przysiadawszy. Prowianty wybierali na carewicza i ludzi jego: temu siano odwozić do Koniecpola ze wszystkich dóbr generaliter, z których nie tylko victualia dla koni i ludzi brali, ale też musiano na dwór carewicza dawać żelazo, podkowy, ufnale, skóry, łoje, woski, smoły – wszystkiego „in magnis copia”:
nie wybierali tych rzeczy za pomiarkowaniem, jakim przez taryfy podymnego, pogłównego, lub łanowego, lecz gdy przyszli do wsi, albo miasta, co osądzili u siebie „proprii capitis sentetia”, to musiano wydawać, pod karą batożków, w razie przeciwieństwa. Koni częścią do telegi Carewicza, częścią zabranych na podwody, gdzie siana dosyć widzieli, po 100, po 200 i po 300 w dworach stawiali, a który zdechł, bo były na wielkich jesiennych słotach wniwecz poobracane, musiał go posesor dóbr płacić, choć tej godziny, gdy go przygnano zdechł. Wydawał palety z Koniecpola Marszałek księcia Daniłowicza Mężyka, który był całem dworem rządził niejaki Kurczynin, ten liwtin, a będąc Franciszkaninem w Wilnie, uciekł z klasztoru do Moskwy, a że był aptekarz z profeyi, założył w Moskwie stolicy bardzo kosztowną aptekę carowi. Co za jeden dziw u nich był, bo rozumieli, iż już nigdy umierać nie będą i od śmierci leczyć się mogą. Umarł ten Kurczynin apostatą w Koniecpolu: pochowano go pod zamkiem na Chrząstowie, w kościółku.

Natenczas dziedzicem Koniecpola był Jan Aleksander Koniecpolski, Koniuszy Wielki Koronny, późniejszy Wojewoda Sieradzki, syn Krzysztofa, wojewody Bełzkiego, po ojcu wziął Jazłowiec, po bezdzietnym znów stryju Stanisławie, Kasztelanie Krakowskim dobra Koniecpolskie. Wiele czynił dla podniesienia oświaty wśród swoich włości, najlepiej o tem świadczą jego własne słowa skreślone w roku 1702:

„Chcąc zadosyć uczynić woli „et piae intentioni” sp. I.M. Kasztelana Krakowskiego, stryja Dobrodzieja mego, aby w Koniecpolu na ćwiczenia młodzi Szlacheckiej, szkoły były, postanawiam, z najmilszą żoną moją Elżbietą Rzewuską, aby dwie wsi tj. Biała i Turze – tamże w pobliżu będące, prawo odemnie tej że najmilszej żonie mojej dziedzicznie podległe, a teraz w sumie 30000 zł, będące przez tąż najmilszą żonę w sprzedaży Smidyńskiej majętności wykupione i „ad possesionem ac usumfactum” O.O. Jezuitom oddane były, których to O.O. Jezuitów, aby przy kościele farnym w Koniecpolu mieszkali, obliguję i sam na tych dwóch wsiach 50000 złp. przyjmuję, aby O.O. Jezuici tak chwałę Bożą w kościele pomienionym, jako i studya w szkołach tamtejszych raczyli pomocz.”

Otworzeniu temu, Missyi i szkół Jezuickich stanęła na przeszkodzie Akademia Krakowska, broniąc praw swoich nauczania. Jeszcze w roku 1719 narzeka Koniecpolski temi słowy:

„Iż dotychczas Ojcowie swą od starszych swoich na pożyteczną usługę duszom naszym i poddanych naszych „dostinowali veceatur Gucmen Consi toria”. Nabywany przez I.M.X. Reinholda Gartofa vice-prowincyała i wizytatora Towarzystwa Jezusowego o dalsze poparcie tej fundacji przyznaje:

„jeszczemci wprawdzie tej missyi Koniecpolskiej niewiele świadczył bo prócz gruntów Borkowskich niektóremi przykupionemi ogrodami i prócz 20000 złp. ode mnie, a od małżonki mojej także drugie 20000 złp. w Chęcinach roku przeszłego na Koniecpolszczyźnie zapisanych i dwóch domków blizko probostwa nic więcej nie dało”.

O dalszych lasach tej fundacji nic nie wiemy: wkrótce nastąpiła kasata Zakonu ostatecznie musiała zwinąć pożyteczną i pobożną myśl ofiarodawcy.

Raz jeszcze pod Koniecpolem miał się rozstrzygnąć dramat wielki Polaków z Polakami. Było to w roku 1716. Generał Filon z Lubomirskim z Krakowa w czerwcu, uderzyli pod Koniecpolem na partyyę niewielką wojska konfederacyi Tarnogrodzkiej pod pułkownikiem Bukowskim. Nie spodziewali się oni napaści, gdyż działo się w czasie zawieszenia broni, z powodu zwołanego do Lublina sejmu, mającego pogodzić zwaśnione strony. Łatwo więc confederaci zostali rozgromieni i znów przybyło mogił w okolicy miasta.

Jan Aleksander Koniecpolski nie miał dzieci, chojnie też szafował dostatkami swemi na chwałę Bożą. X. Jezuita Niesiecki przyznaje, iż:

„Bormatowska Misya nasza, jemu jako osobliwszemu dobrodziejowi swemu, wieczną przed Bogiem pamięć zapisała.”

Co robił dla rezydencyi Jezuickiej w Koniecpolu, czytaliśmy wyżej.

Czując zbliżającą się śmierć także dla kościoła Koniecpolskiego zrobił rozporządzenie:

„Chcąc jako w największej ozdobie mieć Kościół założenia Przenajświętszej Trójcy w Koniecpolu mieście będącej, ordynuję na zrobienie kielicha, albo puszki – szczerozłoty rajngoldowy łańcuch od ładowniczki będący w 300 czerwonych złp., osobliwie zaś spuszczonego złota w 40 czerwonych złotych plus minus. Z porządku zaś mego pokojowego ordynuję także srebra stołowego. Najprzód kałamarz wielki ojcowski na Relikwiarz, stołowe zaś srebro, tak ojcowskie, jak stryjowskie i śp. Autecessoriów moich z ich herbami, tj. miednicę staroświecką, Auszpurską robotą nalewkę do niej należącą, takoż nie wysoką ze smokiem, półmisków różnych z herbami domu złocistemi i białemi 28, talerzy 28 wielkich do tegoż srebra należacych, mis 3, flasz wielkich graniastych z herbami ojca mego 2, a trzecia z herbami Autecessoriów moich z domu Koniecpolskiego. Żeby zaś w tym kościele był odgłos większy chwały Bożej, ordynuję dział dwoje największych, z herbem Szaniawa stryjenki mojej z takiem, jako na kominach w pałacu Koniecpolskim i Potockim znajdują się, na sporządzenie dzwonów, ile można największych, czyli jednego, czyli też według zdania więcej.”

Była to ofiara ostatnia, złożona kościołowi Koniecpolskiemu przez możny ród fundatora. Wkrótce, bo w roku 1725 rozstał się z tym światem ostatni z tej linii Koniecpolskich, bo i podobno ostatni z tego domu i imienia.
Na pogrzebie jego, odbytem w Koniecpolu 11 października 1725 roku, ks. Piotr Zieleźnicki, Jezuita, temi słowy zakończył mowę swoją na cześć wojewody:

„Żegna i was wszystkich poddanych na Ukrainie, Podolu, Wołyniu, Ziemi Chełmskiej i Województwie Sieradzkim rozproszonych. Na ostatek żegna i ciebie Koniecpolskie miasto ze wszystkimi przyległościami Pan twój ostatni, oddając cię w obronę samemu Bogu, dziekując za pamięć i za te słowa, które tu krótko będąc w Koniecpolu, często słyszał: „Bodejśmy byli grób zalegli naszemu Panu i Ojcu”. Toż świadczył poddanym swoim, którzy go nie za pana i za dziedzica, lecz za Ojca mieli.”

Piękny był widok, gdy ciało jego z Badakołup do Koniecpola wyprowadzano, jako wieś cała i ubodzy i poddani, asystując mil ze świecami około ćwierć; nie płakali, lecz szlochali.

Nie stało możnych dziedziców, odtąd też datuje się upadek miasta, bo choć przechodzi we władanie Czapskich , następnie Potockich, nic ich nie wiąże ze swoją siedzibą, rzadko też do nich zaglądają. Dopiero założona tu w roku 1833 wielka pudligarnia, produkująca do 30000 centnarów żelaza w kolbach, ożywiła miasteczko.

Dzieje te spisał Karol Kapuścińki
Huta 24.X.1905r.

Przepisała na maszynie jego córka Janina w Warszawie w lipcu 1981r.
(Łacińskie cytaty, przepisywane przez K. Kapuścińskiego z trudno czytelnych rękopisów, mogą zawierać błędy).

Materiał pozyskano dzięki urzejmości pana L. Skórkowskiego.

źródło: http://tpk-koniecpol.strefa.pl

Share This:

Comments

comments

Booking.com

Dodaj komentarz