Początek procesu w sprawie wypadku busa we Mstowie

Grzegorz Ś. – kierowca oskarżony o spowodowanie zderzenia ciężarówki z autobusem – stanął 21 września przed sądem. Od tragedii we Mstowie minęły już ponad dwa lata.

Jedna z największych katastrof w ostatnich latach na drogach regionu częstochowskiego wydarzyła się 11 lutego 2009 r. Kursujący na trasie Częstochowa-Koniecpol autobus – mercedes należący do prywatnego przewoźnika – wymijał się z ciężarówką. W tym momencie został zmiażdżony jej wypełnioną trocinami przyczepą, która na śliskiej drodze, przy zjeździe ze wzniesienia zaczęła się zsuwać na przeciwległy pas jezdni. Na skutek uderzenia przyczepy w autobus jedna osoba zginęła na miejscu, dwie następne zmarły w trakcie udzielania im pomocy. 11 osób zostało rannych, w tym kilka bardzo ciężko. Wielu z poszkodowanych zostało trwale okaleczonych, do dziś kontynuują leczenie.

 

W środę przed Sądem Okręgowym w Częstochowie rozpoczął się proces kierowcy ciężarówki. Za spowodowanie katastrofy grozi mu do ośmiu lat więzienia. Po wysłuchaniu aktu oskarżenia, Grzegorz Ś. nie przyznał się do winy. Podtrzymał swe wyjaśnienia ze śledztwa – że jechał z prawidłową szybkością (na tym odcinku maksymalnie dopuszczona prędkość to 50 km na godz.) i nie wykonywał gwałtownych manewrów. W dodatku ani przed wyjazdem z bazy, ani w trakcie jazdy nie odczuwał żadnych niepokojących oznak niesprawności pojazdu.

Przeczą temu ustalenia biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, a także zapisy tachografu, który zarejestrował, że na krótko przed zderzeniem kierowca ciężarówki jadąc ze wzniesienia hamował pulsacyjnie. Ustalono też, że trzy z czterech opon na kołach przyczepy miały bieżniki zużyte w stu procentach.

Jednym z poszkodowanych w wypadku był kierowca autobusu. Jak zeznawał w środę na sali sądowej, widział, jak przyczepa zjeżdża ze swego pasa, ale nie miał najmniejszych szans na uniknięcie zderzenia.

– To były sekundy, nawet nie chcę dziś już tego pamiętać – mówił. Wypadek diametralnie zmienił jego życie. Po wypadku mężczyzna przeszedł trzy operacje. Czeka go następna. 30-letni Tomasz Knop jest na rencie inwalidzkiej. ZUS wypłaca mu z tego tytułu … 570 zł. Za wypadek nie otrzymał do tej pory żadnego odszkodowania. – Mamy troje dzieci, żona jest na urlopie wychowawczym, mieszkamy u teściów i praktycznie tylko oni nam pomagają – skarżył się podczas rozprawy.

W podobnie trudnej sytuacji znalazło się wiele ofiar katastrofy. Na odszkodowania mogą liczyć dopiero po tym, jak Grzegorzowi Ś. udowodniona zostanie wina i zapadnie wobec niego prawomocny wyrok. – Wiemy, że tego nie chciał, też mu współczujemy – mówili pokrzywdzeni. – Chcemy by ten proces zakończył się jak najszybciej. To wszystko trwa stanowczo za długo.

źródło http://czestochowa.gazeta.pl/

Share This:

Comments

comments

Dodaj komentarz